
Kochamy wycieczki!
Jeszcze nie opadły emocje po sobotnim pokazie talentów a już w środę czekała nas nowa dawka wrażeń: wycieczka do Pairi Daiza!
Wyjazd do parku zoologicznego i jednego z najatrakcyjniejszych miejsc edukacji i rozrywki w Europie przyciągnął do szkoły zarówno najmłodszych jak i nawet starszych uczniów naszej szkoły. I nic dziwnego: 75 hektarów prezentujących aż 7 tys zwierząt z 800 gatunków to ścisła czołówka miejsc najbardziej lubianych przez dzieci atrakcji, promujących naukę przez aktywne odkrywanie świata. A wszystko zanurzone w przyrodzie, architekturze a nawet muzyce charakterystycznej dla każdego z kontynentów, tak by nasza podróż przez Azję, Afrykę, Australię i dalej odbywała się lekko i płynnie, nie tracąc nic ze swej egzotyki i różnorodności.
Zwierzęta, czyli mieszkańcy i prawdziwe gwiazdy Pairi Daiza – o ile tylko to możliwe ze względów bezpieczeństwa – cieszą się wolnością, a nawet są w kontakcie ze zwiedzającymi, tak jak pawie, kangury, niektóre gatunki małp czy kozy. I chociaż nie dane nam było zacieśnić znajomości z lemurami, które nie chciały wychylić się ze swych kryjówek, długo pewnie nie zapomnimy widoku wylegujących się kangurów, widocznie zainteresowanych naszą wycieczką, baraszkujących niedźwiedzi, słodkich koala czy goryli.
Największe emocje niezaprzeczalnie zawdzięczamy jednak dzikim ptakom i efektownemu pokazowi ich karmienia. Orły, sokoły i inne drapieżniki przelatując tuż ponad naszymi głowami wydawały się momentami wręcz muskać nas swoimi ogromnymi skrzydłami, wirowały w powietrzu łapiąc rzucane przez sokolników jedzenie lub siadały tak blisko, że strach paraliżował nawet najstarszych uczestników tego spektaklu. Widowisko pokazało, jak wielkie i piękne bywają ptaki oraz… jak bardzo lubimy lekki dreszczyk emocji i jak czasem fajnie przez chwilę razem się bać 
Z ciekawością chłonęliśmy charakterystyczną dla różnych kontynentów przyrodę i architekturę, zwłaszcza, gdy wydawała się wierną ilustracją powieści Tolkiena, przypominała buddyjskie świątynie lub tradycyjne, chińskie miejsca kultu. Z „domków Hobbitów” podglądaliśmy beztroskie niedźwiedzie, obok azjatyckiej w stylu fontanny spotkaliśmy odbywające spacer kozy…
Dzięki kursującej w parku ciuchci i kolejce parowej, z których jedna pochodzi z Polski, oznakowana jest orłem w godle i napisem PKP, mogliśmy ogarnąć wzrokiem niemal całą przestrzeń parku.
Ostatnie chwile to już czysta radość, czyli zjazdy na tyrolce, wspinaczka, bujanie, kręcenie… i słońce. Bo chociaż było go z nami całkiem sporo to przeżyliśmy też chwilę ulewnego deszczu, szczęśliwie przy podwieczorku pod przestronnym dachem.
Ale nawet wtedy byliśmy szczęśliwi, bo byliśmy razem, pewni tego, że kiedyś tu jeszcze wrócimy – musimy!

